Świadome Rodzicielstwo

Nie będę pisać o odpowiedzialnym podejściu do współżycia, ani o antykoncepcji. O tym głosi kampania na rzecz „Świadomego rodzicielstwa”. Odsłonię więc drugi aspekt tego pojęcia.
Dziewięć miesięcy ciąży, poród i potem życie diametralnie się zmienia. Czyż nie? Dziecko skupia większą część uwagi rodziców, chcemy spędzać z nim jak najwięcej czasu, bawimy się wspólnie, wymyślamy coraz to nowe zajęcia, przytulamy się przy każdej możliwej okazji – nie oszczędzając przy tym magicznych słów „kocham Cię!”, nie tracimy sensu życia, wiary, nadziei, przede wszystkim zaś jesteśmy pełni miłości, ciepła, cierpliwości; traktujemy macierzyństwo i ojcostwo jako wielkie, życiowe wyzwanie – chcemy więc dołożyć wszelkich starań, by jak najlepiej sprawdzić się w nowej roli – czytamy książki psychologiczne, naukowe, zastanawiamy się dlaczego jest tak, a nie inaczej i co będzie najlepsze w danej sytuacji.

A może jest zupełnie inaczej?
Dziewięć miesięcy ciąży, poród i potem życie diametralnie się zmienia. Czyż nie? Dziecko to mały szkodnik, płacze o wszystko, manipuluje, chce po prostu zawładnąć światem rodziców! Ale nie! My się nie damy! Nauczymy je, gdzie jego miejsce. W kącie, cicho, bez bałaganu, nie przeszkadzając nam w rozmowie, czy jak chcemy spokojnie posiedzieć przy komputerze, przed telewizorem. Niech zje, co mu przygotuję, bez wybrzydzania, brudzenia czy zabawy. Nie może dotykać rzeczy dorosłych, broń Boże otwierać szuflady czy ściągać książki z półki! A jak nie słucha? To raz-dwa, przez kolano i do swojego pokoju, przemyśleć swoje zachowanie. Niech zaśnie samo – popłacze, ale się nauczy. Niech pobawi się samo, my przecież mamy ważniejsze i ciekawsze sprawy na głowie.
Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia… Zanim kupimy auto dowiadujemy się możliwie dużo o markach, różnicach między nimi, rokowaniach na „wspólną, bezinwazyjną przyszłość”. Zanim zdecydujemy się na psa rozmyślamy nad rasami, zastanawiamy się, który pies jak funkcjonuje. Zanim wyjdziemy z domu, sprawdzamy prognozę pogody. A zanim przyjdzie dzień rozwiązania? Owszem, kupujemy łóżeczko, wózek, śpioszki, pieluchy, czasem książkę typu „jak poradzić sobie z niemowlakiem”. Ale ilu z rodziców przygotowuje się do spotkania i rozpoczęcia życia z nowym człowiekiem, jego osobą, potrzebami, sercem i umysłem? Ilu rodziców traktuje swoje dzieci jak Człowieka? Zapewne każdy, bo w końcu dbam, pielęgnuję i w ogóle… Cóż, niby wszyscy wiedzą, że „dziecko to nie dorosły”, dlaczego więc tak często oczekujemy od swoich dzieci, by zachowywały się jak dorośli? Niech siedzi grzecznie przy stole czy w swoim pokoju, niech nie płacze, gdy nie kupię mu nowej zabawki, ani gdy się uderzy („przecież nie boli!”), niech będzie samodzielne, żeby pod spódnicę mamy wiecznie się nie chowało, i tak dalej… Problem w tym, że wiele, wiele zachowań przez rodziców karanych i niepożądanych leży w naturze naszych pociech, są im niezbędne do rozwoju, poznawania świata, budowania swojego poczucia wartości, trudnej nauki radzenia sobie z emocjami. Krótko mówiąc – są im potrzebne do szczęśliwego życia, nie tylko w chwili obecnej, ale też (i może zwłaszcza?) w życiu dorosłym. Tylko tyle, i aż tyle znaczy świadome rodzicielstwo. Świadomość naszych zachowań względem dzieci – wszystkich zachowań, gestów, słów, tonu i konsekwencji, jakie mogą wywołać w umysłach, sercach, w życiu naszych potomków. Świadomość mechanizmów zachodzących w mózgach maluchów jest również bardzo pomocna w zrozumieniu ich. Często rozgniewany rodzic krzyczy „dlaczego tak się zachowujesz?!”. A odpowiedź bywa banalna…

W tym miejscu nasuwa się inna kwestia – czy chcemy pozwolić dzieciom rozwijać się w ich (a nie dorosłych) tempie – nawet, jeśli momentami będzie to dla nas niewygodne? Czy chcemy sobie dzieci wytresować, podporządkować, żeby nam nic nie zawadzało? Jestem pełna nadziei, że każdy rodzic, który jest świadomy, lub który uświadomiony zostanie, zacznie inaczej postrzegać, jak i traktować swoje dzieci. Owa świadomość bowiem nie pozwoli nam na tak pochopne kary, krzyki, pretensje. Częściej przykucniemy, porozmawiamy, zastanowimy się, przytulimy i wytłumaczymy; przeczekamy, gdyż będziemy wiedzieć, że młode życie jest sumą różnych etapów, stanów skrajności – równowagi i nierównowagi, że dzieci to naprawdę nie są dorośli i pewne postępowania względem nich po prostu nie mają sensu, że jako rodzice naszym najważniejszym zadaniem powinno być dopilnowanie, by nasze pociechy mogły rozwijać się prawidłowo, by wiedziały, że mają oparcie w rodzicach, by wyrosły na szczęśliwych, zaradnych, pewnych siebie, inteligentnych społecznie ludzi.

To właśnie w dorosłym życiu tkwi sedno. Myślę, że każdy rodzic zapytany o wizję jego dorosłych dzieci będzie mówił o przyjacielskiej relacji z dziećmi, o ich sukcesach życiowych i zawodowych, o ich szczęściu, radzeniu sobie z problemami, itd… Tak więc świadomość obcowania z Małym Człowiekiem może mieć niemałe korzyści również dla rodzica. Otóż: jeśli będziemy dbać o relacje z pociechami, będziemy się wsłuchiwać zarówno w to, co nam mówią, jak i w ich potrzeby, zechcemy poznać nieco psychiki dziecięcej i dowiemy się jak małe istoty funkcjonują – zbudujemy fundamenty naszej relacji z dzieckiem. To wydaje się logiczne! I działa w dwie strony – w przypadku, gdy chcemy dziecko sobie podporządkować, wytresować (brzydko, ale realnie powiedziane), odbijamy piętno na relacji z potomkami, zaburzamy ją, często też nawet niszczymy – na przykład skrajnie usamodzielniając dziecko, które zajmuje się samo sobą, zasypia, bawi się samo. Nie oczekujmy, że za kilka, kilkanaście lat przyjdzie do nas z problemem, po radę, czy po prostu porozmawiać o jego sprawach. Od początku bowiem uczy się radzić sobie w pojedynkę.

Wraz z dniem narodzin mojego syna, we mnie narodziła się nieopisana miłość matczyna. Myślę, że to ona sprawia, że pragnę być blisko swojego dziecka, że chcę mu dawać całą tę miłość i ciepło. Popełniam błędy i popełniać je będę, niestety. Ale staram się być i mam nadzieję, że zawsze będę tych błędów świadoma – wraz z tą świadomością pojawia się choćby minimalna szansa, że na drugi raz tego samego nie zrobię.
Polecam zgłębić się po prostu w fachową lekturę. Jest tego sporo na rynku, godne uwagi pozycje znajdziecie zrecenzowane w tym portalu. Osobiście, na dobry początek polecam „Mądrych rodziców” Margot Sunderland. I życzę Świadomości!

Miriam, mama dziewiętnastomiesięcznego Marcelego
źródło: przytulmniemamo.pl