Problemy żywieniowe przedszkolaków

Wiek przedszkolny nie oznacza niestety końca problemów żywieniowych, chociaż stawia przed rodzicem zupełnie nowe wyzwania. Małe dziecko nie chciało jeść, przedszkolak chce, ale… Tylko to, co lubi, tak jak lubi i wtedy, kiedy lubi, jeśli w ogóle cokolwiek danego dnia lubi J. Efekt: 25% dzieci w wieku przedszkolnym jest niedożywione, nie z biedy, ale ze względu na kaprysy żywieniowe, dieta większości polskich dzieci zaspokaja też jedynie około 70% dziennego zapotrzebowania na wapń, żelazo i witaminę D, za to jest zbyt obfita w białko i puste kalorie ze słodyczy i przesłodzonych przekąsek mlecznych. Coraz więcej dzieci jest otyłych, częstsze w tym wieku są też choroby, których udałoby się uniknąć, gdyby organizm dziecka był silny i dobrze odżywiony.

Nie jest to do końca wina malucha. Często dziecko ma złe wzorce żywieniowe w rodzinie (trudno od niego wymagać, by jadło sałatę, jeśli my zajadamy się frytkami z keczupem), jest też bardzo podatne na wpływy rówieśników i reklam telewizyjnych. Poza tym jada już „dorosłe” pokarmy i jego mózg często pada ofiarą oszustw żywieniowych – gdy potrzeba mu białka, automatycznie sięga po chipsy, bogate w glutaminian sodu udający w smaku białko, gdy zaś jego organizm potrzebuje witamin, szuka potraw o intensywnym kolorze i smaku jak najbardziej owocowym, który znajduje… w cukierkach i lemoniadach. Co gorsza, niektóre barwniki (nawet brązowy, dodawany do czekolady) uzależniają.

Co możemy zrobić, aby nasze dziecko zdrowo jadło?

1. Uatrakcyjniać posiłki
Niestety wymaga to dużo pracy od rodziców. Dania muszą być kolorowe i apetyczne, podane na ładnych talerzach, najlepiej dużych (porcja będzie się wydawała mniejsza), koniecznie w żywych kolorach (czerwień, żółć i pomarańcz pobudzają apetyt w przeciwieństwie do niebieskiego i zielonego). Warto nawet robić z jedzenia obrazki czy scenki rodzajowe. Kanapka z żółtym serem wygląda znacznie lepiej jako łódeczka z żaglem z plasterka sera na maszcie ze słonego paluszka. Puree jarzynowe daje wręcz niesamowite możliwości – można z niego zrobić żółwia, myszkę, pociąg… Nawet z rzodkiewek, pomidora i ogórka da się stworzyć piękny bukiet kwiatów, na którym może przysiąść kiełbasiany motylek. Aby szybko i łatwo przygotować naszemu małemu smakoszowi wykwintnie podane danie, najlepiej zaopatrzyć się w podręczny zestaw foremek do wykrawania i robienia zwierzątek z piasku, dekorator do ciast oraz specjalny nożyk pozwalający szybko i sprawnie wycinać gwiazdki i różyczki z jarzyn.

Warto też zadbać o odpowiedni nastrój w trakcie posiłku. Ideałem są posiłki jedzone wspólnie przez cała rodzinę, przy wyłączonym telewizorze i w dobrej atmosferze, koniecznie bez pośpiechu (posiłek malucha trwać będzie zwykle 20-30 minut). Zwykle dzieciom dobrze też robi przedszkole – widząc, jak inne dzieci jedzą marchewkę, same zaczynają jej próbować.

Wreszcie, zawsze smakuje lepiej to, co się samemu przygotuje. Trzylatkowi nie można jeszcze dać noża, żeby coś pokroił, ale może już lepić pierogi, wykrawać foremką różne kształty z ciasta, mieszać składniki sałatki czy napełniać konfiturami i zawijać w folie wydrążone jabłka do upieczenia. Może nawet zdecyduje się sam skomponować sobie i rodzicom posiłek?

2. Przemycać nielubiane pokarmy.
Jeśli Twoje dziecko nie lubi mięsa, może zje je zmiksowane w zupie lub z puree ziemniaczano-jarzynowym. Łatwiej też będzie mu je przemycić w pasztecikach, pierożkach, pizzy, zapiekankach, szaszłykach czy naleśniczkach. To samo dotyczy jarzyn, nabiału czy owoców, które można dodatkowo podać dziecku w postaci koktajlu owocowego, soku przecierowego, serka homogenizowanego własnej roboty, zrobionych własnoręcznie lodów, galaretek z jarzynami i mięsem lub rybą albo nawet domowego hamburgera czy kebabu. Ogromne możliwości dają też ciasta, w których można przemycić praktycznie wszystko, od sera poprzez jajka i owoce aż do pikantnych tart czy rolad z jarzynami i mięsem. Owoce można zapiekać albo podać w polewie czekoladowej. Dzieci lubią też zwykle sosy, które z jednej strony sprawiają, że łatwiej jest przełknąć jedzenie, z drugiej zaś uatrakcyjniają smak mdłych potraw takich, jak ryby. Szczególnie polecamy sos śmietankowo-ziołowy, śmietankowo-serowy, pomidorowy i słodko-kwaśny.

3. Unikać przekąsek
Dziecko w tym wieku bardzo zwraca uwagę na to, co modne i co pozwala mu się upodobnić do rówieśników. Korzystają z tego producenci, bombardujący malucha reklamami chipsów, przesłodzonych płatków śniadaniowych, słodyczy i fastfoodów, a rodzicowi obiecujący wapń czy witaminy, które w niczym nie rekompensują bomby kalorycznej, jaką stanowią te produkty. Niektórzy reklamują się nawet w szkołach, przy okazji fundowania pomocy dydaktycznych! Aby uchronić nasze dziecko przed takimi złymi wzorcami żywieniowymi, nie wystarczy po prostu zabraniać (zakazany owoc smakuje lepiej, a dziecko będzie się czuło gorsze od kolegów). Niewiele da też w tym wieku tłumaczenie, że coś jest niezdrowe. Jedyne, co można zrobić, to zachować umiar (nic się nie stanie, jeśli dziecko pójdzie czasem z nami na frytki do McDonaldsa). Możemy również włączać grupę rówieśniczą w zdrowe żywienie, organizując kinderbale połączone z samodzielnym robieniem szaszłyków czy zabawą we wskazywanie, co jest zdrowe, a co nie.

Na co dzień dobrą przekąską mogą być orzechy, surowe warzywa, świeże i suszone owoce oraz soki, z zastrzeżeniem, że banan czy niektóre soki przecierowe mają prawie tyle samo kalorii, co kompletny posiłek, więc dziecko może po nich nie być głodne.

4. Zachować rytm dnia

Największe autorytety w dziedzinie zdrowia i wychowania dziecka od lat przekonują rodziców, że dziecko rozwija się znacznie lepiej, gdy ma zapewniony powtarzalny rytm dnia. Dzieje się tak po części dlatego, że organizm malucha szybko przyzwyczaja się, ze o określonej porze otrzymuje zastrzyk energii lub udaje się na spoczynek i w wyznaczonych porach zaczyna potrzebować snu czy jedzenia. Co więcej, powtarzalność dnia daje dziecku poczucie pewności i porządku. Naprawdę warto więc wypracować sensowny rytm dnia, uwzględniający określone pory jedzenia, spania, spacerów czy zabawy

5. Traktować dziecko z szacunkiem
Nie ma lepszego sposobu, żeby dochować się niejadka, niż zmuszanie go do jedzenia. Rodzice, którzy krzyczą na dzieci przy jedzeniu, karmią je na siłę albo zabraniają wstawania od stołu, dopóki wszystko nie zniknie z talerza, dochowają się w zależności od charakteru pociechy albo zbuntowanego, przekornego niejadka, albo zahukanego, przestraszonego smutaska. Niestety rodzic przedszkolaka musi się uzbroić w sporą dozę cierpliwości, ale też obiektywizmu. Jeśli nasze dziecko nie chce jeść, przyjrzyjmy się mu i odpowiedzmy sobie sami na pytanie, czy ten jeden ominięty posiłek zaważy na jego zdrowiu? Tym bardziej, że zdrowe dziecko szybko głodnieje i zwykle następny posiłek pałaszuje, aż mu się uszy trzęsą! Dlatego też nie warto przeciągać posiłku powyżej 20-30 minut. Nie przejmujmy się tez tym, że jedzenie stygnie – obiad wcale nie musi być ciepły, to tylko nas nauczono, że ciepłe jest lepsze.

Warto też pytać dziecko, co by chciało zjeść, chociaż nie należy mu zostawiać zupełnie wolnej ręki ani zmuszać do komponowania sobie menu – to zadanie należy do nas. Wystarczy, jeśli zapytamy go, czy np. na kolację chce omlet, czy kanapkę, albo jako surówkę marchewkę czy buraczki. Szanujmy preferencje żywieniowe malucha – możemy go zachęcać do nowych potraw, ale wszelkie próby przekupstwa, zastraszania (przyjdzie po Ciebie Baba Jaga!) czy manipulacji (babcia będzie smuuutna) obrócą się przeciwko nam i będą w przyszłości sprawiały dalsze problemy wychowawcze.

Brakiem szacunku wobec dziecka jest też notoryczne zmuszanie go do jedzenia w pośpiechu, w niemiłej atmosferze (np. przy kłócących się rodzicach) czy w hałasie (np. przy grającym radiu lub włączonym telewizorze). Dziecko musi się skoncentrować na jedzeniu i nie powinno być rozpraszane. W trakcie jedzenia możemy je zabawiać miłą rozmową, zaś po ładnie zjedzonym posiłku powinniśmy je nagrodzić chwilą wspólnej zabawy.

Pamiętajmy również, że jeśli zbytnio się koncentrujemy na jedzeniu, dziecko będzie go używało jako karty przetargowej, żeby coś wymusić lub zademonstrować swoje zdanie. Nie dlatego, ze jest złośliwe, po prostu takie są prawa wieku przedszkolnego, a my koncentrując się przesadnie na jedzeniu sami dajemy mu „oręż do rąk”.

6. Dbać o codzienną aktywność na świeżym powietrzu
Nic tak nie poprawia apetytu, jak codzienny ruch na świeżym powietrzu. Dziecko powinno przebywać na dworze co najmniej 2-3 godziny dziennie i to bez względu na pogodę (chyba, że akurat jest ostra zima). Jeśli może być na powietrzu dłużej, jest to dla niego czysty zysk. Ruch i świeże powietrze przyśpieszają przemianę materii, regulują apetyt i sen, hartują dziecko i są zbawienne dla jego rozwoju fizycznego. Po dwóch godzinach szaleństw i przygód mały odkrywca rzuci się na każdy obiad.

Beata Rajba