Wprowadzanie nowych pokarmów

Kiedy wprowadzać nowe pokarmy?

Pierwsze, bardzo delikatne jednoskładnikowe przeciery wprowadza się zgodnie ze schematem żywienia po 4 miesiącu życia u dzieci karmionych mlekiem modyfikowanym, i w okolicach 6 u dzieci karmionych piersią. Wydawałoby się, że u wcześniaczka nowe pokarmy należy wprowadzać zgodnie z wiekiem korygowanym. Układ pokarmowy maluszka jest przecież o miesiąc lub dwa młodszy, niż wynikałoby z jego metryki! Jednak należy też pamiętać, że urodzone przedwcześnie maleństwo nie zdążyło zgromadzić tylu „zapasów” białka czy żelaza, co bobas urodzony o czasie, a na dodatek to, co zgromadziło, zużywa już od dłuższego czasu, niż powinno. Dlatego zwykle nowe pokarmy wprowadza się zgodnie ze schematami żywienia dla dzieci karmionych piersią i mieszanką, ale zwykle mniej więcej w pół drogi między wiekiem metrykalnym a korygowanym, albo nawet zgodnie z wiekiem metrykalnym. Ostateczna decyzja zawsze musi być podjęta przez lekarza prowadzącego dziecko, a zależy od stanu maluszka, tego, czy przeszedł martwicze zapalenie jelit (NEC), czy ma problemy z brzuszkiem (przy zaparciach na przykład może pomóc jabłuszko), czy ma niedobory pokarmowe i jak przybiera na wadze.

Jak wprowadzać nowe pokarmy?

Z doświadczenia internetowych i regionalnych grup wsparcia mam wcześniaczków wynika, że dość często cierpią one na alergie. Dlatego nowe pokarmy należy wprowadzać powoli i ostrożnie. Zawsze wprowadzamy je wczesnym popołudniem, żeby wychwycić ewentualne oznaki alergii. Zaczynamy od pokarmów jednoskładnikowych, podając pierwszego dnia jedną łyżeczkę po karmieniu (jeśli maluch się bardzo upiera, że nie chce, można przed). Każdego kolejnego dnia zwiększamy ilość podawanego przecieru o jedną łyżeczkę, aż będziemy pewni, że dziecko dobrze toleruje daną potrawę. Następny owoc lub jarzynkę wprowadzamy po tygodniu. Przy objawach nietolerancji lub alergii (wysypka, szorstkie policzki, chlustające wymioty, nagła biegunka lub zaparcie) wycofujemy się z danego produktu. Można znowu próbować go wprowadzić po kilku miesiącach, gdy układ odpornościowy dziecka już o nim „zapomni”.

Jarzynki i owoce należy wybierać w zależności od tego, jakie dziecko robi kupki. Niektóre (jabłka, szpinak, brokuły, morele itd.) rozrzedzają stolec, inne (marchew, kaszka) zestalają. Jeśli dziecko ma zaparcia, dajemy pokarmy rozrzedzające, a gdy kupka jest rzadka, zestalające.

W okresie wprowadzania nowych pokarmów mogą się pojawić częstsze lub nawet śluzowate kupki. Jeśli objawy te nie miną po kilku dniach, dany produkt należy odstawić na pewien czas, bo istnieje duże prawdopodobieństwo, że dziecko ma nań alergię. Normalne u maluchów jest natomiast robienie kupki w kolorze jarzynki, którą zjadły.

Które pokarmy najpierw?

Gdy pediatra zadecyduje o wprowadzeniu dodatkowych posiłków, należy postępować zgodnie ze schematem żywienia dla dzieci karmionych piersią lub mlekiem modyfikowanym.

Lepsze jedzenie ze słoiczka czy domowe?

Jeśli jarzyny i owoce mamy niepryskane, z własnego ogródka, a mięsko od zaprzyjaźnionego chłopa, nieszpikowane antybiotykami i hormonami, domowe zupki i przeciery są równie wartościowe, co te ze słoiczków. Jak nie mamy takiej możliwości, lepiej zaczynać od karmienia gotowymi daniami ze słoiczka, nie tylko ze względu na wygodę stosowania, ale również dlatego, że są przebadane i nie zawierają lub prawie nie zawierają chemikaliów (a normy dla produktów dietetycznych specjalnego przeznaczenia, jakimi są słoiczki dla dzieci są bardzo zaostrzone). Niektóre produkty są nawet oznaczone znaczkiem „bio”, który gwarantuje, że nie ma w nich nawozów sztucznych ani środków ochrony roślin.

W przeciwieństwie do zawartości słoiczków z daniami dla niemowląt warzywa z bazaru czy supermarketu nie są badane. Wprawdzie nie da się u nas jeszcze kupić wybuchających z nadmiaru azotanów karczochów, jak we Włoszech [1], jednak faktem jest, że do ich produkcji używa się nawozów sztucznych i środków ochrony roślin, następnie zaś często konserwuje chemicznie i pokrywa woskiem, żeby jabłka czy marchewka wyglądały bardziej apetycznie. To samo dotyczy wielu dostępnych na rynku mięs, które mogą zawierać hormony i antybiotyki.

Zdania specjalistów i rodziców podzielone, jeśli chodzi o to, do jakiego wieku podstawę diety dziecka powinny stanowić „słoiczki”. Na dłuższą metę taki sposób żywienia jest coraz kosztowniejszy, bo wraz z apetytem dziecka rośnie ilość spożywanych słoiczków, a i nie da się wciąż unikać konserwantów w diecie. Z drugiej strony nawet jeśli konserwanty nie szkodzą mamie, dla dziecka mogą być bardziej szkodliwe. Jeśli Ty zjesz na obiad cztery
różyczki „chemicznego” brokułu, to chemikalia się odłożą w Twoim organizmie tak samo, jak w organizmie Twojego dziecka, ale rozłożone na Twoje załóżmy 65 kg wagi. Jeśli te same cztery różyczki brokułu skonsumuje Twoje dziecko, to ta sama ilość chemikaliów rozłoży się na np. 10 kg wagi. Dlatego wielu lekarzy zaleca karmienie słoiczkami do wieku 1,5 roku.

Należy pamiętać, by dieta była możliwie różnorodna i urozmaicona, inaczej wychowamy niejadka. Ten sam mało pożądany efekt osiągniemy, jeśli będziemy dziecku wprowadzać do diety najpierw same owoce – potem nie będzie chciało zjeść niczego, co nie jest słodkie. Niedobrze też jest zbyt długo podawać dziecku papki o konsystencji kremu – już od 5 miesiąca w zupkach dla niemowląt są grudki, a słoiczki dla roczniaków zawierają całkiem duże kawałki warzyw. Nauka gryzienia pozwala lepiej „poczuć” swoją jamę ustna i ułatwia naukę mówienia, poza tym .

Uwaga! Jeśli dziecko nabiera pięknego żółtego kolorytu (ale białka oczu są nadal śnieżnobiałe), oznacza to, że nie metabolizuje całego beta-karotenu zawartego w diecie, i musimy ograniczyć dynię, morele oraz marchewkę, którą niestety zawiera większość słoiczków dla dzieci, bo zwykle nie alergizuje.

Gdy już decydujesz się na gotowanie domowych posiłków, zadbaj o kilka rzeczy:

  • wybieraj produkty możliwie najbardziej ekologiczne. Robaczek w czereśni daje gwarancję, że nie została ona spryskana środkami ochrony roślin, zaś małe jabłuszka czy marchewki zapewne nie są naszpikowane nawozami. Unikaj dorodnych i ślicznych warzyw i owoców.
  • wybieraj raczej produkty polskie. Owoce cytrusowe, ale też jabłka, gruszki, truskawki czy inne owoce uprawiane w ciepłych krajach zrywane są, zanim dojrzeją, a potem spędzają długie dni i tygodnie w kontenerach, magazynach i dojrzewalniach. Dlatego też mają znacznie mniejszą wartość odżywczą. Na dodatek spryskiwane są środkami konserwującymi i często pokrywane woskiem, by ładnie wyglądały i nie wysychały.
  • w zimie korzystaj z mrożonek. Mają niewiele mniej witamin, niż owoce i warzywa świeże.
  • dokładnie myj i grubo obieraj owoce i warzywa, by usunąć jak największą ilość chemikaliów.
  • Nie dawaj dziecku owoców nadpsutych. Rakotwórcze toksyny z pleśni i bakterie gnilne wnikają głęboko w tkankę owocu lub warzywa.

Ile owoców w diecie?

Wbrew pozorom nie za dużo. Dziecko do roku życia powinno spożywać w formie soków i przecierów najwyżej 160-180 ml owoców. Zbyt duża ilość fruktozy może skutkować bólami brzuszka, niepotrzebną pulchnością (a pamiętajmy, że to pierwsze 3 lata życia decydują o tym, czy będziemy mieć kłopoty z nadwagą!) i grymaszeniem przy mniej słodkich posiłkach.

Kiedy kaszki?

Zgodnie ze schematami żywienia pierwsze kaszki możemy wprowadzić już w 4-5 miesiącu życia u dzieci karmionych butelką i w 6 miesiącu u dzieci karmionych mlekiem z piersi. Zaleca się najpierw wprowadzenie jednego posiłku z kleikiem ryżowym albo specjalnie poddaną hydrolizie enzymatycznej kaszką ryżowo-kukurydzianą nestle bifidus (ta ostatnia jest szczególnie polecana dla dzieci z zaparciami). Już miesiąc później możemy serwować dziecku kaszki ryżowe i kukurydziane. Można mu podawać te z owocami, ale lepiej je przygotować na mleku, który maluszek jada, niż dawać od razu mleczno-ryżowe rozprowadzane w wodzie – nawet jeśli są przygotowywane na mleku modyfikowanym, to innym, niż to, którego używamy (chyba, że np. i mleko i kaszki mamy firmy Hipp)

Co z tym glutenem?

Gluten, występujący w pszenicy, życie, jęczmieniu i owsie (ale nie w prosie, soi, ryżu i kukurydzy) cieszy się złą sławą wśród rodziców, gdyż jego nietolerancja może powodować celiakię, chorobę objawiającą się uszkodzeniem kosmków jelitowych, upośledzenie wchłaniania i biegunki. Na szczęście dotyka ona zaledwie 1% populacji.

Aktualnie uważa się, że gluten powinien zostać wprowadzony do diety dziecka dość wcześnie: w 5 miesiącu życia u dzieci karmionych piersią (bo mleko matki chroni przed alergiami i zmniejsza ryzyko wystąpienia celiakii), i w 6 u dzieci jedzących mleko modyfikowane. W przypadku wcześniaków jednak lepiej poczekać przynajmniej do 6 miesiąca.

Najprostszym sposobem wprowadzenia glutenu do diety maluszka jest podawanie mu kleiku pszennego, który niestety trudno jest w Polsce zdobyć (nie produkuje go żadna z wiodących na rynku firm). Można mu zamiast tego zacząć zagęszczać zupkę kaszką manną lub skorzystać z gotowych słoiczków „glutenowych”, czyli jabłuszek z kaszką manną Gerbera (od 6 miesiąca) albo owsianki ze śmietanką Bobovity (po 9 miesiącu). Jeśli dziecko dobrze toleruje gluten, można mu z czasem zacząć podawać kaszkę 8 zbóż Nestle bifidus (uwaga! Zawiera śladowe ilości mleka!), owsiankę lub zwykłą kaszę, a nawet kuskus.

Beata Rajba

[1] Wg doniesienia PAP: „w Avezzano w środkowych Włoszech karczoch eksplodował w rękach myjącej go nad zlewem kobiety. Odniosła ona niegroźne obrażenia. Okazało się, że przyczyną wybuchu warzywa była  nadmierna koncentracja substancji chemicznych z nawozów, które dostały się do jego środka.”